Kiedy słyszymy słowo „medytacja”, większości z nas pojawia się w głowie obraz osoby siedzącej nieruchomo w ciszy. Czasem leżącej, z zamkniętymi oczami. W bezruchu.
To ma sens — cisza i spokój są potrzebne.
Ale nie zawsze bezruch jest tym, czego ciało najbardziej potrzebuje.
Wiele kobiet, z którymi pracuję, przychodzi na warsztaty z doświadczeniem napięcia, przeciążenia i permanentnej gotowości do działania. Układ nerwowy jest w trybie czuwania. Mięśnie są napięte. Oddech płytki. Myśli przyspieszone.
W takiej sytuacji samo „uspokajanie się” bywa trudne.
Kiedy doświadczamy stresu, w organizmie uruchamia się reakcja mobilizacji. Wydzielają się hormony, mięśnie przygotowują się do działania, oddech przyspiesza. To naturalny i zdrowy mechanizm.
Problem pojawia się wtedy, gdy reakcja nie zostaje domknięta.
Ciało jest gotowe do ruchu, ale ruch nie następuje. Siedzimy przy komputerze. Wracamy do obowiązków. Próbujemy „ogarnąć się” mentalnie.
Energia pozostaje w mięśniach jako napięcie.
Dlatego czasem w pozycji siedzącej czy leżącej napięcie nie ma jak się rozładować. Ciało potrzebuje czegoś więcej niż myślenia o spokoju.
W naturze reakcja stresowa prawie zawsze kończy się ruchem. Zwierzęta po zagrożeniu otrzepują się, biegną, zmieniają pozycję ciała. Organizm wraca do równowagi poprzez działanie fizyczne.
Ruch:
– pomaga obniżyć poziom pobudzenia,
– pozwala napięciu zejść z mięśni,
– wspiera powrót do oddechu i czucia ciała,
– utrzymuje uważność bez wchodzenia w senność.
To nie musi być intensywny ruch. W medytacjach w ruchu, które prowadzę, często jest to bardzo delikatne kołysanie, zmiana ciężaru ciała, spontaniczny gest, czasem niemal niewidoczny mikroruch.
Nie chodzi o taniec.
Nie chodzi o ekspresję.
Nie chodzi o „ładne poruszanie się”.
Chodzi o pozwolenie ciału, by zrobiło to, co naturalnie robi, gdy ma bezpieczne warunki.
Podczas warsztatów pracujemy z muzyką graną na żywo — handpanem, bębnem językowym, bębnem ramowym, głosem.
Rytm daje punkt oparcia.
Wibracja pomaga rozluźnić napięcie.
Dźwięk wspiera skupienie uwagi w ciele.
Muzyka nie narzuca ruchu. Tworzy środowisko, w którym ciało może reagować w swoim tempie.
Każda osoba doświadcza tego inaczej. Dla jednej będzie to delikatne bujanie, dla innej większa dynamika, a dla jeszcze innej spokojne stanie i podążanie za oddechem.
Każde doświadczenie jest w porządku.
Na warsztatach „Celebracja Kobiecości” medytacje w ruchu są jednym z elementów procesu.
To nie jest występ ani ćwiczenie do wykonania poprawnie.
To przestrzeń regulacji.
Stojąca pozycja pomaga utrzymać przytomność i kontakt z ciałem. Delikatny ruch pozwala napięciu znaleźć ujście. Cisza przeplata się z dźwiękiem.
Celem nie jest zmiana siebie.
Celem jest stworzenie warunków, w których można wrócić do równowagi.
Jeśli czujesz, że Twoje ciało od dawna funkcjonuje w trybie napięcia i czuwania — medytacja w ruchu może być doświadczeniem, które warto sprawdzić.
Komentarze